Przejdź do głównej zawartości

Posty

"Nadzieja bogów" Rozdział 6 cz.1

Rozdział 6 / Rodzinna przepowiednia Siedziałam na kanapie w salonie Wielkiego Domu. Przy mnie, po prawej stronie siedziała moja odmieniona mama. Janete siedziała po mojej lewej i trzymała mnie za rękę. Na drugiej so­fie usadowiła się rodzina Jacksonów, a obok nich stał Chejron w swoim wózku. Na stoliku sta­ła taca z herbatą i muffinkami. Bradley i Dexter wrócili do obozu. Byłam pewna, że lada chwi­la wszyscy obozowicze będą wiedzieli, co się wydarzyło. – To może zacznę od początku – mama uśmiechnęła się lekko i pogładziła mnie po wło­sach. – Poznałam twojego tatę na Florydzie, gdzie surfował z przyjaciółmi. Miał na imię Orion i był herosem. – Co? – pisnęłam – Orion? Chyba nie TEN Orion? – spytałam przypominając sobie jej opo­wieści o Bogini Zorzy Porannej zakochanej w Orionie, synu Posejdona. Ich historia nie skoń­czyła się szczęśliwie… – Nie, ale w pewien sposób mi go przypominał… Być może to właśnie dlatego zwrócił moją uwagę. Dziwnie się poczułam, kiedy zdała...

"Nadzieja bogów" Rozdział 5 cz.4

Chciałam uciec jak najdalej, bez względu na kierunek. Słyszałam za sobą, jak ktoś krzy­czał moje imię. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, potrzebowałam, aby zostawili mnie w spo­koju. Łzy w oczach przeszkadzały mi w dostrzeżeniu szczegółów. Biegłam ze wszystkich sił w stronę Sosny Thalii, która górowała nad wszystkimi drzewami na wzgórzu. Możliwe, że udałoby mi się, gdy nie pewien centaur, który stanął mi na drodze. Wyrósł przede mną tak na­gle, że nie zdążyłam wyhamować i uderzyłam z impetem w jego klatę. Objął mnie silnymi ra­mionami. – Elpídha mou, ti tréchei? *  – spytał zatroskanym głosem. – Poú trécheis? ** – Dhen xéro… pouthená . ***  – odpowiedziałam przez łzy. Chejron zaczął gładzić mnie po włosach przyciskając jednocześnie do siebie. Szeptał mi do ucha uspakajające słowa po grecku, a ja płakałam cicho. Na nowo przeżywałam wszystkie emocje, jakie targały mną przez całą podróż z Jachsonville, przy spotkaniu z ciocią Seleną. Te wszystkie dziwne ...

"Nadzieja bogów" Rozdział 5 cz.3

Na ognisko wybrałam się z Janete i Amber. Phillip poszedł za moją radą i położył się do łóżka. Zanim odszedł kazał Jany nie spuszczać mnie z oczu. Zaśmiała się z niego, ale obiecała, że będzie o mnie dbała. Kiedy szłyśmy w stronę domków, opowiedziałam dziewczynom swoją rozmowę z chłopakiem i spytałam czy mają pomysł, komu obiecał mnie chronić. Żadna nie miała o tym pojęcia. Amber wymyśliła, że może chodziło mu o jej rodziców, albo Chejrona. – Kiedyś, gdy życie naszego taty było zagrożone, Chejron wymusił na naszej mamie przy­sięgę na Styks, że będzie się nim opiekowała. Przysięga na Styks jest najważniejszą przysięgą, jaką można złożyć, bo gdy ją złamiesz, możesz mieć poważne konsekwencje. Styks pamięta… Ale taka przysięga nie jest tajemnicą… – Myślicie, że Phillip złożył ją komuś? Dlatego jest taki irytujący? Nie rozumiem go. Raz jest jak wrzut na tyłku, innym razem jest całkiem uprzejmy. Wyglądało na to, że opiekował się mną tylko dlatego, że komuś to obiecał. Zabolało mnie to...