Nie wiem jak długo tak biegłam. Nie zwracałam uwagi na czas, ani słońce. Wiedziałam tylko, że mijałam parki, ruchliwe drogi, mosty, pola i gwarne miejsca. Zatrzymałam się w końcu, kiedy poczułam, że słońce świeci pod innym kątem. Oparłam o drzewo. Biegłam naprawdę szybko, a mimo to nie czułam zmęczenia. To było dziwne uczucie. Wciąż oddychałam miarowo, zupełnie jakbym przeszła się po parku, a nie przemierzyła spory kawałek trasy. Kiedy się rozejrzałam w około, zdałam sobie sprawę, że znajdowałam się na przedmieściach. Nie byłam tylko pewna, czy to był Nowy Jork, czy inna mieścina. Domy w okolicy stały od siebie w pewnej odległości, drzewa i krzewy były bardziej dzikie i gęste. Chodniki wyglądały na bardzo stare. Odetchnęłam głęboko. Powietrze było rześkie i czyste. Zdecydowanie byłam daleko od miasta Statuy Wolności, tam powietrze było inne. Ruszyłam przed siebie pogrążona w myślach. Janete była pewna, że to, co łączyło mnie i Jacksa jest miłością. Ja… ...
W mojej głowie od dawna krążą różne historie. Bohaterki i bohaterowie chcą usilnie wydostać się z mojego umysłu. Przelewanie ich opowieści na papier nie zawsze przynosiło ulgę. Mam nadzieję, że prowadzenie tego bloga będzie lepszym rozwiązaniem. Jeśli jesteś ciekaw/ciekawa niezwykłych historii inspirowanych czytanymi przeze mnie książkami, to zapraszam do czytania.