Przejdź do głównej zawartości

"Nadzieja bogów" Rozdział 2 cz.3

Wgramoliłam się na tylne siedzenie. Dex usiadł obok mnie. Dziewczyna odwróciła się do mnie i uśmiechnęła się. Miała piękny uśmiech i oczy o cieka­wym kolorze – szaro-morskie, pra­wie turkusowe.
Yeia sou* – przywitała się ze mną po grecku. Potem zwróciła się do chłopaka – ruszamy.
Nie trzeba było mu tego dwa razy powtarzać. Odpalił silnik i ruszył. Przez chwilę jecha­liśmy w milczeniu, które mi mocno ciążyło. Miałam w głowie wiele pytań, ale nie wiedziałam, jak mam zacząć rozmowę. Pierwsza ciszę przerwała dziew­czyna.
– Ile mamy czasu do wschodu słońca?
Nie wiem, do kogo skierowała to pytanie, ale wiedziałam, że ja mogę na nie odpo­wiedzieć. Wystarczyło mi krótkie spojrzenie w stronę horyzontu.
– Zostały nam dwie godziny i czterdzieści dwie minuty – powiedziałam spokojnie.
Poczułam na sobie wzrok wszystkich osób mi towarzyszących.
– Skąd wiesz? – zainteresował się Dexter. Patrzył na mnie podejrzliwie.
Wzruszyłam ramionami. Spojrzałam na dziewczynę, potem w przednie lu­sterko, w któ­rym widziałam turkusowe oczy chłopaka.
– Nie wiem. Zawsze potrafiłam określić porę dnia. Od świtu do zmierzchu. W nocy jest gorzej, bo do ustalenia godziny potrzebuję znać położenie słońca.
– Chcesz powiedzieć, że spojrzysz na słońce i już wiesz? – spytała dziew­czyna piszcząc.
– Tak. Od zawsze.
– Jesteś niezwykła – usłyszałam z jej ust. – Chciałabym tak, jak ty… Ale poza inteligencją i zna­jomością greki jestem całkiem normalna.
Chłopak za kierownicą prychnął i spojrzał na nią.
– Chciałabyś. Nigdy nie będziesz normalna, nie z twoimi ambicjami.
– Odczep się! – odkrzyknęła.
Przez krótką chwilę mierzyli siebie spojrzeniami, po czym chłopak zwrócił swój wzrok w stronę drogi, a dziewczyna na mnie.
– Na pewno nie jesteś zwyczajna. Wy nie jesteście zwyczajni – powie­dzia­łam przejęta. – Walczyliście z tym strasznym smokiem i wygraliście. TO było niesamowite! – krzyknęłam.
Usłyszałam chóralny śmiech, do którego się chętnie dołączyłam. Kiedy przestaliśmy się śmiać, dziewczyna pokiwała głową.
– Masz rację, nie jesteśmy normalni, nikt z nas nie jest…
– Widziałaś tę walkę? Wszystko? – Dexter spojrzał na mnie uważnie.
– Tak, choć nie wiem jak to możliwe. Ten Python to mitologiczne zwierzę, a mitologia nie jest prawdą… Nie może być – ogarnęły mnie wątpli­wości. Spojrzałam w przednie lusterko. – Po­wiedzcie, że to sen.
Oczy chłopaka dziwnie zabłyszczały.
– To nie jest sen Elpidho, to się dzieje naprawdę.
– Skąd znasz moje imię? – spytałam wystraszona.
– Wszyscy je słyszeliśmy. Ten głos w świetle tak ciebie zawołał. Mylę się?
Pokręciłam głową. A już miałam nadzieję, że to mi się przesłyszało, że to był zwykły grzmot, a mój zaspany mózg dorobił do tego interpretację. Ukry­łam twarz w dłoniach. Trudno było mi się z tym pogodzić, ale mitologia otaczała mnie ciasno. Obok mnie siedział satyr, prze­de mną młodzi wojownicy, którzy zabili Pythona. Głos, który na mnie krzyczał należał do daw­nego boga… A młody bóg przyśnił mi się i powiedział, że to nie był sen. Zupełnie jakbym zna­lazła się w jego świątyni jakieś klika tysięcy lat temu…
– Wszystko w porządku? – usłyszałam zatroskany głos dziewczyny.
Podniosłam głowę. Samochód już nie jechał. Staliśmy na poboczu jakiejś drogi. Wszyscy troje wpatrywali się we mnie. Każde z nich miało inny wyraz twarzy. Chłopak patrzył chło­dnymi oczami, usta miał mocno zaciśnięte. Dziewczyna spoglądała na mnie z troską i nie­pokojem. Dopiero teraz zorien­towałam się, że byli do siebie bardzo podobni. Musieli być ro­dzeń­stwem. Dexter z kolei patrzył na mnie ciepło, uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco.
– Na pewno masz sporo pytań. Wal – mrugnął do mnie zachęcająco.
Zrobiłam głęboki wdech i wyjrzałam przez okno.
– Mitologia jest prawdą. Zabiliście tego potwora. Co on tu robił?
– Potwory żyją na świecie ukrywając się. Pokazują się, kiedy poczują słodki zapach… takim pachnął… yy… – Dex zaczął się plątać.
– Dość, nie my powinniśmy jej to wyjaśniać – przerwał twardo chłopak. – Zostawmy to tacie i Chejronowi.
Spojrzałam na niego zaciekawiona, czyżby mówił o TYM mitycznym Chejronie?
– Na razie musisz wiedzieć tylko tyle, że mitologia jest prawdą, a więc bogowie, półbo­go­wie, duchy natury, satyry i potwory – wszystko jest praw­dziwe. Potwory bywają bardzo nie­bezpieczne. Dopóki jesteś z nami, jesteś bezpieczna i nic ci się nie stanie.
Kiwnęłam głową, że rozumiem, chociaż na usta cisnęło mi się milion pytań. Chłopak odwrócił się, zapalił silnik i  samochód ruszył. Po chwili pruliśmy na północ z ogromną pręd­kością.
– A… dokąd my właściwie jedziemy? – spytałam ciekawa.
– Do obozu… Tam gdzie jest miejsce takich jak ty – odezwał się cicho satyr.
– Jak ja?  – spytałam również szeptem bojąc się krzyku kierowcy.
– Tak, herosów – usłyszałam w odpowiedzi.
Zamrugałam zaskoczona. Ja miałabym być herosem? Nie… herosami według mitologii byli półbogowie, półludzie. Dzieci boga i człowieka… A ja przecież miałam i tatę i mamę… Oni byli zwykłymi ludźmi, na pewno! Mama z całą pewnością nie była żadnym bogiem (a raczej bogi­nią), a tata nie żył, a bogo­wie raczej nie umierają…
W dzieciństwie mama opowiadała mi mnóstwo historii o bogach i hero­sach. Kochała gre­cką kulturę, a mity uważała za najpiękniejsze dziedzictwo helleńskie. Jednak nigdy nie dała mi do zrozumienia, że wierzy w te opo­wieści, że wierzy w greckich bogów. Myśl o mamie przypo­mniała mi, że ona nie wiedziała, gdzie się wybierałam. Będzie się o mnie martwić – krzyknęłam w duchu prostując się na swoim miejscu.
– Macie komórkę? Muszę zadzwonić do mamy… i do Lyry!
– Żadnych komórek – rzucił chłopak zerkając na mnie przez lusterko wsteczne.
– Czemu? – spytałam zirytowana patrząc w jego chłodne oczy odbijające się w lusterku. – Muszę przekazać informację mamie!
– Wszystko w swoim czasie. Z resztą myślę, że się domyśli, gdzie możesz być. A jak nie, to Chejron na pewno coś wymyśli.
– Niby jak ma się domyślić? Nie wierzy w żadne mity!
– Oj, sądzę, że się mylisz. Nadała ci greckie imię, więc może wiedzieć więcej, niż ci się wy­daje. Poza tym komórki są niebezpieczne. Potwory mogą nas przez nie namierzyć.
Zrobiłam wielkie oczy. Nie mogłam sobie wyobrazić smoka, który korzysta z komputera, by namierzyć rozmowę telefoniczną…
– Niby jak? – spytałam skołowana.
– Fale – chłopak wzruszył ramionami.
Nic z tego nie rozumiałam.
– Jakie fale?
– To zwykła fizyka – odpowiedziała mi dziewczyna machając lekceważąco ręką w stronę brata. – Nic ciekawego. W obozie znajdziemy sposób, aby pogadać z twoją mamą. A tymcza­sem prześ­pij się. Daleka droga przed nami. Jedziemy aż do Nowego Jorku.
Nie sądziłam, że moje zdumienie może być jeszcze większe. Nowy Jork… Około dzie­więćset pięćdziesiąt mil od Jacksonville Beach. Ponad czternaście godzin jazdy samochodem. Byłam przerażona taką perspektywą. Nim jednak zdążyłam wyrazić swoje zdanie, usłyszałam dziwnie kojącą melodię graną przez Dextera. Kołysana piosenką zasnęłam głęboko.

*Yeia sou (czyt. Ja su) - cześć, dzień dobry, witaj, witajcie, siema, halo [Γεια σου].

Elpidha herosem? Całkiem dobrze zniosła tę nowinę. A tych dwoje? Kim oni są?
Cóż... jazda z naburmuszonym chłopakiem, radosną dziewczyną i satyrem przez czternaście godzin... żeby tak można było przespać całą tę podróż! 
Co czeka naszych bohaterów w trakcie drogi?
Może macie jakieś pomysły?
GG

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Nadzieja bogów" Rozdział 12 cz.1

Rozdział 12 / Misja od samego Apolla Poczułam, że nogi się pode mną uginają. Spotkanie z Apollem nie wróżyło mi nic dobre­go. Zrobiłam parę kroków chwiejąc się. Silne ramiona Phillipa oplotły mnie od tyłu. – W porządku? – szepnął mi do ucha z troską. – Muszę usiąść. Przyjaciel pomógł mi usiąść na kanapie. Sam usiadł bardzo blisko mnie tak, że stykaliśmy się ramionami. Jego obecność była pokrzepiająca i elektryzująca. Znów przypomniał mi się po­ranek… – Jesteś taka podobna do swojego dziadka… Wreszcie się spotykamy w tych czasach. – Bóg Sztuki podszedł na środek pokoju. Wpatrywał się we mnie z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. – Wybacz, że w taki sposób. – A jak inaczej mielibyście się spotkać, sir? – spytał pan Jackson z dziwną miną. Apollo zignorował go. Cały czas patrzył tylko na mnie. – Wybrałbym nasz stary sposób, gdyby nie to, że zablokowałaś swój umysł. Zaglądanie do twoich snów nie jest już dla mnie możliwe. – Wow… czyli wszystkie lekcje się opłaciły – szepn...

"Nadzieja bogów" Rozdział 8

Rozdział 8 / Randka i Wyrocznia Po kolacji zaprowadziłam Pete’a do naszego domku. Wybrał łóżko tuż przy wejściu, po prawej stronie. Nick przyniósł mu jego rzeczy. – Jeśli chcecie, możemy wykombinować wam tu okna – powiedział rozglądając się wokół. – Przydałyby się – przyznałam. Chłopak pokiwał głową i wyszedł mówiąc, że zobaczy co da się zrobić jutro. Zostaliśmy sami z Peterem. Chłopak spytał mnie o moje spotkanie z Zefirem: – Podobno spotkałaś go wcześniej, zanim pojawił się przed tobą i Amber. Jak to było? Odetchnęłam głęboko, usiadłam na środkowym łóżku i streściłam zdarzenie. Kiedy skoń­czyłam spojrzałam w stronę drzwi i zobaczyłam stojącego tam Phila. Nie wiem, ile czasu tam stał. Patrzył na mnie intensywnie. Wiedziałam, że chce pogadać. Potrze­bowaliśmy tej roz­mo­wy, by wyjaśnić sobie parę rzeczy. Trochę się tego obawiałam. Uśmiech­nęłam się do swojego współlokatora. – Idę na przechadzkę z Jacksem. Muszę ustalić moje treningi szermierki. Miecz stanowczo nie jes...

Inspirowane grecką mitologią - "Nadzieja bogów" Prolog

Pierwsza historia, która usilnie chce wyciec z mojej głowy jest inspirowana grecką mitologią, a dokładnie serią książek "Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy". Tak wiem, to książka dla dzieci, mimo to urzekła mnie bardzo! A może właśnie dlatego? Cóż… żeby nie przedłużać – zaczynamy! Prolog /Potężny Głos Ubrana byłam w zwiewną sukienkę w kolorze nieba o brzasku słońca – błękitu prze­cho­dzącego w róż. Znajdowałam się w niezwykle pięknym miejscu. Wokół mnie migotało ty­siące różnych świateł, rozświetlających czerń mroku. Byłam urzeczona ich ilością. Zrobiłam krok do przodu i zorientowałam się, że unoszę się w powietrzu... Pode mną, daleko w dole, widziałam biało-niebieskie plamy. Coś mi te plamy przypominały… Rozejrzałam się. Tuż za mną z daleka zauważyłam niezwykłą jasność. Z początku była delikatna, z czasem jednak nabierała inten­sy­wności, w końcu musiałam odwrócić wzrok.  – Nie powinnaś tam patrzeć – usłyszałam. Spojrzałam zaskoczona ...