Przejdź do głównej zawartości

Posty

"Dzieci Aniołów" Rozdział 1 cz.1

Rozdział 1 To był męczący dzień nauki szkolnej. Siedziałam na ławce pod oknem na korytarzu i czekałam aż Gabriela, moja najbliższa przyjaciółka skończy swoje lekcje. Poznałyśmy się na początku gimnazjum. Przez trzy lata byłyśmy w tej samej klasie. Liceum również wybrałyśmy razem. Tylko profile klas miałyśmy inne. Ja już swoje lekcje skończyłam i czekałam na Gabi. Podciągnęłam nogi na ławkę, oparłam się o ścianę i zagłębiłam się w czytanie książki. To moja ulubiona rozrywka – czytanie. Kiedy wchodzę w świat książki, znika wszystko wokół mnie. Interesuje mnie tylko świat przedstawiony. Książka tak mnie wciągnęła, że nie usłyszałam, kiedy zabrzmiał dzwonek na przerwę. Nie słyszałam hałasu, jaki tworzyli uczniowie, dopóki Gabi nie potrząsnęła mną, sprowadzając tym samym na ziemię. – Hej, masz zamiar wyjść dzisiaj ze szkoły? – spytała ze śmiechem. Schowałam swoją książkę w pośpiechu i ruszyłam za nią do szatki po kurtkę. (Jak na jesień przystało, pogoda był deszczowa.) ...

Nowe opowiadanie: "Dzieci Aniołów" Prolog

Tak, tym razem postanowiłam napisać nowe opowiadanie. Inspiracją do niego jest seria książek Dary Anioła . Mam nadzieję, że będzie mi się równie łatwo pisało tę historię, jak i poprzednią. Spokojnie, o tamtej nie zapomniałam. Dzieci Aniołów – Znamię Anioła Prolog 1 Nie piszę tej historii po to aby się chełpić tym, co zrobiłam. Nie piszę jej również po to, by pokazać jaka jestem wyjątkowa i wspaniała. Nic z tych rzeczy. Pragnę opowiedzieć Wam swoją historię, byście mogli zaczerpnąć z niej naukę. Byście nigdy nie popełniali naszych błędów. Uwierzcie mi, Znamię Anioła nie jest czymś ekstra czy „cool”. Ten znak niesie za sobą poważne zadanie i odpowie­dzialność. I zapamiętajcie dokładnie to, co Wam tu napiszę: Zna­mię Anioła nie uczyni Was odpornymi na zło. Nie sprawi, że przestaniecie być podatni na gniew, pychę, zazdrość czy inne grzechy główne i poboczne. Zło wciąż będzie miało do Was dostęp, a widząc znak na Waszych czołach, będzie Was kusiło jeszcze bard...

"Nadzieja bogów" Rozdział 11 cz.2

Śniadanie jadłam w towarzystwie Sarah i Amber. Miałam kiepski nastrój. Dziewczyny zdawały się to widzieć, więc nie wciągały mnie do rozmowy. Ja byłam zaprzątnięta swoimi myślami. Rozważałam, co powinnam teraz zrobić. Żałowałam, że nie ma przy mnie mamy. Po­trzebowałam rozmowy z nią. Odkąd poczyniłam postępy w blokowaniu swojego umysłu, nie czułam tak silnej obecności mojej matki. Tęsknota za nią pozbawiła mnie apetytu. W końcu odsunęłam talerz i przysunęłam się do dziewcząt. – Nie wiecie, gdzie mogę znaleźć jakąś tęczę? Chcę pogadać z mamą. – Pewnie. W domku mojego dziadka znajdziesz źródełko. Zaprowadzę cię tam. – Amber uś­miechnęła się lekko do mnie. – Wszystko w porządku? – szepnęła zatroskana. – Nie bardzo… – przyznałam – Możemy odpuścić sobie mój trening dzisiaj? Moja przyjaciółka uśmiechnęła się zmieszana. – Musisz spytać o to Phila… To on miał cię dzisiaj trenować. Ja mam jechać z mamą do miasta po zakupy… Jęknęłam. Dziewczyny spojrzały na mnie uważnie. – Pokłócil...

"Nadzieja bogów" Rozdział 11 cz.1

Rozdział 11 / Kobiece wsparcie potrzebne od zaraz! W kolejny piątek rano obudziłam się w kiepskim nastroju. Tego dnia w obozie miała na­stąpić następna bitwa o sztandar. Po poprzedniej pani Jackson udzieliła nam wszystkim dłu­giej reprymendy. Przypomniała, że w grze chodzi o zwykłą, sportową rywalizację, a nie ot­war­tą wojnę. Postanowiła również zmienić zasady. Nie wolno nam było korzystać z innej broni czy zbroi niż ta, która miała leżeć na placu do szermierki. Z używaniem magicznych przed­mio­tów i swoich zdolności mieliśmy uważać. Właściwie, to mnie już nie interesowało. Uprzedziłam swoich przyjaciół, że tym razem nie mam ochoty brać w tym udziału. Z powodu naszej przegranej dzieci Nemezis dawały nam w kość, mszcząc się różnymi kawałami, co było uciążliwe. Poza tym miałam dość wrogości w obozie. Dzieci Aresa i Afrodyty, które zaatakowały nas nad potokiem, zostały ukarane dyżu­rami zmywania naczyń pod czujnym okiem harpii przez cały tydzień. Ich spojrzenia nie napa­...

"Nadzieja bogów" Rozdział 10 cz.2

Kolejne dni minęły mi na intensywnych treningach. Praktycznie nie miałam chwili dla sie­bie. Wstawałam godzinę przed śniadaniem, brałam chłodny prysznic, jadłam, a potem mia­łam trening walki sztyletami, mieczami lub strzelanie z łuku. Wszystko odbywało się pod czuj­nym okiem któregoś z moich przyjaciół. Lunch jadałam zawsze z rodzicami Amber. Po południu następowała nauka panowania nad moimi niezwykłymi zdolnościami. W tej części dnia towarzyszył mi Pete. On również potrzebował szkolenia w tej kwestii. Rick zwie­rzył mi się, że kiedy chłopak wywołał wiatr w trakcie bitwy, spanikował. Zupełnie nie wie­dział, co się wokół niego dzieje. Chyba jednak nie słyszał myśli wysyłanych do niego przeze mnie. Może on nie miał tak chłonnego umysłu jak ja… Nikt w obozie nie potrafił nam pomóc w kwestii sterowania podmuchami wiatru. Byli­śmy swego rodzaju sensacją w tym zakresie, dlatego naszego treningu pilnował sam pan Jack­son. Stwierdził, że opanowanie ruchów powietrza jest podobne do panow...